Kilka tygodni temu pisałam coś ważnego i dobierałam zdjęcia. Co jakiś czas na horyzoncie pojawiała się mucha i bezszelestnie przelatywała nie zakłócając spokoju. Na początku nie zwracałam na nią uwagi. Krążyła wokół najpierw z daleka , a potem zaczęła "obsiadywać" mnie i ekran laptopa. Nie zwracałam na to uwagi. Lekko odganiałam ją od siebie.
Mój brak zainteresowania owadziną i lekceważenie jej spowodowało, że stawała się coraz bardziej namolna i coraz skuteczniej odwracała uwagę od pisania. Próbowała przysiadywać na moich dłoniach, łokciach, głowie, na twarzy, to tu, to tam, coraz częściej.
Złapałam się na tym, że zamiast koncentrować się na pisaniu , śledzę ruchy muchy w powietrzu. W końcu nie pozwoliła mi złożyć nawet jednego zdania w całość.
Obecność muchy tak odwróciła moją uwagę, że zaczęło mnie podswędzać całe ciało. To tu, to tam, to znowu gdzie indziej...a ona krążyła, i krążyła.
Wybiłam się zupełnie z rytmu pisania i zamknęłam laptopa, bo agresywna namolność owada prosiła się o podjęcie konkretnej decyzji. Musiałam coś z nią zrobić.
Postanowiłam iść spać, bo było już bardzo późno. Kiedy zgasiłam światło na chwilę włączyłam telewizor... w smudze światła telewizyjnego....pojawiła się.....ta właśnie....m...mmmmmm...uuuuuu...ch.....a...mucha.
Tak. Ta dręcząca mucha. O nie....Kiedy machnęłam poduszką baletnica odleciała, jakby nic się nie stało, w inne miejsce świetlnej smugi. Przykryłam się pod szyję...Tak. Czułam teraz , że dopadnie mnie w nocy jak będę spała. Przypomniało mi się od razu zdarzenie sprzed kilku lat kiedy byłam na plenerze i muchy dokuczały mi regularnie w nocy do tego stopnia, że obok łóżka jak najbliżej twarzy kładłam lep na muchy w kształcie białego szerokiego mankietu . Rano łapało się na nią ok.10 sztuk .
Wyobrażam sobie co się działo w nocy w czasie snu kiedy mogły dowolnie
grasować. Budziłam się w bąblach na twarzy nie wiadomo po jakich stworzonkach . Sama myśl o muchach wywołuje we mnie nieprzyjemny dreszcz na skórze. Brrrr......
Wstałam do kuchni i zapaliłam światło. Zaczął płynąć do mnie wers z IP.5.8-9: "Przeciwstawcie mu się..." ( przeciwstaw mu się , tej musze, latającej musze...-to taki podobny skład słów) .Zgasiłam światło. Ten sam wers dostawał skrzydeł niczym nadlatujące stworzenie przypływające mi na odsiecz "Przeciwstawcie mu się...". Przypomniałam sobie jak kiedyś rozprawiałam się z muchami.
Otóż gasiłam wszystkie światła w domu, a potem zapalając w kolejnych pomieszczeniach kolejne światło wyprowadzałam muchy na zewnątrz. I był spokój.
Dlaczego nie rozprawiłam się od razu z tym owadem? Kto wiedział, że tak mnie zdekoncentruje i zabierze moją całą uwagę .
Jeden, mały owadzik...
Następnym razem zareaguję od razu. Nie będę czekać aż rozpanoszy się .
I znowu ten płynący, spokojny , okalający głowę wers.
"Przeciwstawcie mu się..." Powoli układała się odpowiedź w całość.
Ta historia z muchą to przykład czujności umysłu. Jak należy strzec własny umysł przed muchą, negatywną myślą. Jedna mucha w czasie swego 4 tygodniowego życia może złożyć ok. 1000 jaj, z których powstaną kolejne muchy. Negatywna myśl może zrodzić w ciągu miesiąca 1000 innych niewłaściwych myśli lub zgubnych fantazji, głupich pomysłów.
Mój brak zainteresowania owadziną i lekceważenie jej spowodowało, że stawała się coraz bardziej namolna i coraz skuteczniej odwracała uwagę od pisania. Próbowała przysiadywać na moich dłoniach, łokciach, głowie, na twarzy, to tu, to tam, coraz częściej.
Złapałam się na tym, że zamiast koncentrować się na pisaniu , śledzę ruchy muchy w powietrzu. W końcu nie pozwoliła mi złożyć nawet jednego zdania w całość.
Obecność muchy tak odwróciła moją uwagę, że zaczęło mnie podswędzać całe ciało. To tu, to tam, to znowu gdzie indziej...a ona krążyła, i krążyła.
Wybiłam się zupełnie z rytmu pisania i zamknęłam laptopa, bo agresywna namolność owada prosiła się o podjęcie konkretnej decyzji. Musiałam coś z nią zrobić.
Postanowiłam iść spać, bo było już bardzo późno. Kiedy zgasiłam światło na chwilę włączyłam telewizor... w smudze światła telewizyjnego....pojawiła się.....ta właśnie....m...mmmmmm...uuuuuu...ch.....a...mucha.
Tak. Ta dręcząca mucha. O nie....Kiedy machnęłam poduszką baletnica odleciała, jakby nic się nie stało, w inne miejsce świetlnej smugi. Przykryłam się pod szyję...Tak. Czułam teraz , że dopadnie mnie w nocy jak będę spała. Przypomniało mi się od razu zdarzenie sprzed kilku lat kiedy byłam na plenerze i muchy dokuczały mi regularnie w nocy do tego stopnia, że obok łóżka jak najbliżej twarzy kładłam lep na muchy w kształcie białego szerokiego mankietu . Rano łapało się na nią ok.10 sztuk .
Wyobrażam sobie co się działo w nocy w czasie snu kiedy mogły dowolnie
grasować. Budziłam się w bąblach na twarzy nie wiadomo po jakich stworzonkach . Sama myśl o muchach wywołuje we mnie nieprzyjemny dreszcz na skórze. Brrrr......
Wstałam do kuchni i zapaliłam światło. Zaczął płynąć do mnie wers z IP.5.8-9: "Przeciwstawcie mu się..." ( przeciwstaw mu się , tej musze, latającej musze...-to taki podobny skład słów) .Zgasiłam światło. Ten sam wers dostawał skrzydeł niczym nadlatujące stworzenie przypływające mi na odsiecz "Przeciwstawcie mu się...". Przypomniałam sobie jak kiedyś rozprawiałam się z muchami.
Otóż gasiłam wszystkie światła w domu, a potem zapalając w kolejnych pomieszczeniach kolejne światło wyprowadzałam muchy na zewnątrz. I był spokój.
Dlaczego nie rozprawiłam się od razu z tym owadem? Kto wiedział, że tak mnie zdekoncentruje i zabierze moją całą uwagę .
Jeden, mały owadzik...
Następnym razem zareaguję od razu. Nie będę czekać aż rozpanoszy się .
I znowu ten płynący, spokojny , okalający głowę wers.
"Przeciwstawcie mu się..." Powoli układała się odpowiedź w całość.
Ta historia z muchą to przykład czujności umysłu. Jak należy strzec własny umysł przed muchą, negatywną myślą. Jedna mucha w czasie swego 4 tygodniowego życia może złożyć ok. 1000 jaj, z których powstaną kolejne muchy. Negatywna myśl może zrodzić w ciągu miesiąca 1000 innych niewłaściwych myśli lub zgubnych fantazji, głupich pomysłów.


